Konsol czas umierania

Minęło ponad pięć lat od premiery Xboksa 360 i Playstation 3, będących siódmą generacją konsol. Coraz częściej pada pytanie: co dalej?

Chociaż Microsoft i Sony zgodnie zapewniają, że to zaledwie połowa cyklu życia tej generacji, dodatkowo odświeżonej przez detektory ruchu Kinect i Move, jednak rosnąca liczba artykułów i spekulacji dotyczących Xboksa 720 i PlayStation 4 świadczy o narastających oczekiwaniach graczy. Z drugiej strony pojawiają się głosy przepowiadające rychłą śmierć konsol. Kto ma rację - czy na ósmą generację konsol powinniśmy czekać niemal pół dekady, wprowadzić ją teraz, a może nigdy?

Konsole to stan umysłu
Czym są konsole i do czego są nam w ogóle potrzebne? Konsola to nie tylko urządzenie, ale styl grania. Każda platforma przystosowana jest do innego sposobu spędzania wolnego czasu – zabawy w domu, w pracy albo w ruchu; samemu lub w towarzystwie. Granie na konsoli najbliższe jest oglądaniu telewizji – to samo komfortowe miejsce na kanapie w salonie oraz duży ekran TV i sprzęt nagłaśniający - wszystko po to, by nie tylko wygodnie grać, ale by inni mogli również współuczestniczyć w rozgrywce. Nie chodzi tu tylko o granie w gry typu multi-player, ale o wspólne przeżywanie gier z bliskimi i znajomymi, tak jak wspólnie oglądamy filmy czy seriale. Ten sposób cieszenia się rozgrywką – rodzinny i komfortowy - na pewno nie umrze, ale powstaje pytanie, czy będzie do tego potrzebna nowa generacja konsol?

Siła inercji
Jest wiele powodów, dla których nie jesteśmy jeszcze gotowi na nową generację konsol, ale wszystkie sprowadzają się do kwestii finansowych. Producenci konsol nie zarabiają na nich, wręcz przeciwnie - dokładają do każdego sprzedanego w sklepie egzemplarza. Zyski pochodzą głównie ze sprzedaży gier, więc aby całość była opłacalna, potrzeba setek milionów sprzedanych kopii i wielu lat obecności konsol na rynku. Również dla twórców gier kolejna generacja to same kłopoty – trzeba poznać platformę, stworzyć nowe silniki, wypracować od zera procedury produkcji, a także wprowadzić nowatorskie tytuły, które być może podbiją serca graczy, a być może okażą się chybioną inwestycją i finansową klapą. Konsolowym graczom z kolei nie uśmiecha się kupowanie coraz to nowych generacji - w końcu konsolę posiadają także dlatego, że nie trzeba jej ciągle ulepszać, jak ma to miejsce z komputerami. Na dodatek gry konsolowe z roku na rok wyglądają coraz lepiej (średnio 25% więcej detali graficznych), co oznacza, że nadal istnieje miejsce na rozwój. Ponadto obecna generacja została ulepszona do wersji „siedem i pół” dzięki wprowadzeniu detektorów ruchu Kinect i Move, co z pewnością też przedłużyło jej czas życia. Te argumenty przemawiałyby za tym, by na razie wstrzymać się z odsłoną kolejnej generacji konsol, ale czy w ogóle jest na co czekać? A może „następna generacja” to tak naprawdę przestarzały koncept, do którego jesteśmy zbyt przywiązani, by go porzucić, a który nie będzie miał racji bytu w świecie stale rozwijających się technologii?

Wielkie wymieranie?
Wbrew pozorom zagrożenia dla konsol nie stanowi zawrotnie szybki rozwój technologiczny komputerów osobistych, które już teraz są dużo potężniejsze od Xboksa 360 czy PlayStation 3, o Nintendo Wii nie wspominając, ale to, że na przestrzeni ostatnich lat wydarzyły się rzeczy, których jeszcze parę lat temu nikt przewidzieć nie mógł, a które wywróciły rynek gier do góry nogami.
O ile gry na komputery PC, dużo mniej zależne od platformy oraz nieskrępowane wieloletnim cyklem, zdołano szybciej dostosować do nowych realiów, tak „dinozaury” konsolowe zauważalnie pozostały w tyle. Nawet jeżeli udałoby się przyspieszyć premierę Xboksa720 lub PS4, nie nastąpiłaby ona wcześniej niż za dwa długie lata, w ciągu których może się dokonać kolejny technologiczny przełom. Z jakimi rewolucjami zatem muszą borykać się konsole współcześnie?

Młodzi, prężni... i mali
Jeszcze 4 lata temu, kiedy nikt nie słyszał o iPhonie i iPadzie, przenośne konsole były „młodszym dzieckiem”, które zawsze było o krok za starszym rodzeństwem. Nikt nie spodziewał się, szczególnie po spektakularnej klęsce Nokii z N-Gage, że wkrótce telefony staną się najszybciej rozwijającą się platformą do gier. W tej chwili słyszy się głosy, że w najbliższym czasie smartfony i tablety dogonią, a może i prześcigną, możliwościami obecną generację konsol. Oglądając zapowiedzi nowych gier, np. Dark Meadow, bardzo ciężko uwierzyć, że nie są to wysokobudżetowe, konsolowe produkcje. Producenci klasycznych konsol również dostrzegają dużą szansę w tym segmencie – firma Sony wypuściła na rynek certyfikowane tablety z dostępem do Sony Entertainment Network. Mogłoby się pozornie wydawać, że w tej chwili te rynki bezpośrednio ze sobą nie konkurują, ale dzięki technologii AirPlay nasz iPhone może wyświetlać obraz na domowym telewizorze, a zatem zagrożenie jest realne. Telefony już pożarły konsole przenośne, a w tej chwili patrzą łakomym wzrokiem na ich opasłe i powolne rodzeństwo. Co prawda smartfonom jeszcze wiele brakuje, aby zapewnić graczom komfort porównywalny z tym, jaki oferuje pad od konsoli, ale małe giganty dopiero szykują się do ataku.


Tomek Gop: 7 marca na konferencji w San Francisco firma Apple przedstawiła najnowszy model iPada, a Mike Capps, prezes Epic Games pokazał nową “flagową” grę na tę platformę - Infinity Blade: Dungeons. Podczas prezentacji nie krył on swej ekscytacji, dodając że najnowszy iPad ma więcej pamięci i większą rozdzielczość niż Xbox360 czy PS3, a grafika IB:D wykorzystuje HDR, głębię ostrości i tone-mapping - technologie do niedawna nieosiągalne w grach na platformy przenośne.

Bujanie w Obłokach
Kolejną rewolucją było ogłoszenie na GDC 2009 serwisu OnLive, czyli odpowiednika usługi VOD (Video on demand, pol. Wideo na życzenie) dla gier. Po co kupować drogą konsolę, skoro wystarczy zainwestować w tani kontroler, a gry uruchamiać na zdalnych, rozproszonych serwerach oferujących gigantyczną moc obliczeniową? Największe wady tego rozwiązania to „lagi”, czyli opóźnienia w odbieraniu pakietu informacji, oraz przeciętna jakość skompresowanego obrazu. Oba problemy to wynik słabej przepustowości sieci - pomimo głosów sceptyków, jest to teoretycznie możliwe do przeskoczenia w przyszłości. Jako wadę można wymienić też konieczność stałego połączenia online, ograniczony wybór tytułów oraz brak gwarancji, że zakupiona gra nie zostanie po pewnym czasie wycofana z oferty. Poza tym koncepcja wydaje się mieć same zalety – odbiorcy nie muszą inwestować w drogi sprzęt, ściągać pirackich wersji gier, a handel „używkami” praktycznie nie ma prawa zaistnieć. Twórcy z kolei mogą w końcu przestać martwić się o ograniczenia sprzętowe. „Chmura” jest najgroźniejszą bezpośrednią konkurencją dla konsol – zastępuje je całkowicie, szczególnie w segmencie masowych odbiorców. Ponadto OnLive to dopiero pierwszy krok, już w tej chwili pojawiają się technologie takie jak Gaikai, dzięki którym w tytuły HD można będzie grać dzięki technologii strumieniowej na praktycznie dowolnej platformie – komputerze osobistym, w przeglądarce, na smartfonie lub tablecie.

Telewizja kontratakuje
W lutym na konferencji w Montrealu byłem świadkiem prezentacji GoogleTV – platformy łączącej w jednym funkcjonalność Internetu, telewizji, smartfona, tabletu i konsoli do gier. Oprócz śmiesznego i nieporęcznego pilota, który dosyć łatwo można przecież zastąpić detektorem ruchu podobnym do Kinect, Move lub Wii, całość prezentowała się bardzo obiecująco oraz uświadomiła mi kolejne zagrożenie. W najbliższej przyszłości standardem będą telewizory, które nie będą potrzebowały dodatkowej konsoli, by uruchamiać aplikacje, w tym również gry. O ile urządzenia te nie będą raczej w stanie uruchomić gier wysokiej jakości , to jednak gigantyczną część rynku konsolowego stanowią w tej chwili produkcje rekreacyjne w stylu Zumba Fitness, które w zupełności zadowolą się tą platformą. Wraz z nową generacją telewizji może się również okazać że najzwyczajniej zabraknie miejsca i czasu na granie na konsoli w salonie. Zdarzyć się może niewyobrażalne - gry High Definition na dobre przeniosą się do prywatnych pokoi.

Druga młodość komputerów PC
Od lat 90. na rynku komputerów osobistych praktycznie nic ważnego się nie wydarzyło - platformy Windows, Linux i Apple różniły się jedynie kosmetycznie aż do momentu pojawienia się iPada. Wbrew opiniom komputery PC nie umierają, ale przechodzą gwałtowną ewolucję, płodząc hybrydowe potomstwo z tabletami i notebookami – jak chociażby ASUS Transformer lub ACER Iconia. Nawet całkowicie niereformowalny, wydawałoby się, Microsoft pokazując Windows 8 zapowiada całkowitą zmianę paradygmatu PC - zaprojektowano nowy interfejs, w którym skopiowano wygodne, przyjazne użytkownikom rozwiązania znane ze smartfonów i tabletów. Jest to bardzo niewesoła wiadomość dla konsol, gdyż być może ostatecznie rozwiązuje znienawidzony przez wielu problem komputerów osobistych – uciążliwą w instalacji i niewdzięczną obsługę. Dodatkowo elektryzujące pogłoski, że Windows 8 będzie obsługiwał gry na Xboksa360, każą przypuszczać, że w przyszłości Microsoft będzie dążył do ujednolicenia systemu tak, by aplikacje działały na komputerach PC, tabletach, smartfonach, a być może i Xboksach720. Wielu posiadaczy komputerów osobistych, którzy już teraz podłączają je do telewizora i grają za pomocą pada, będzie wtedy zadawać sobie pytanie – jaki jest sens wydawania pieniędzy na ósmą generację?

Wygrana walka z piratami
Jednym z istotnych powodów dotychczasowej dominacji konsol był ich dość wysoki poziom zabezpieczeń, a co za tym idzie - problem piractwa dotykał ten rynek w nieporównywalnie mniejszym stopniu niż rynek gier na komputery osobiste. Wydawcy wiedzieli, że pomimo dużych kosztów produkcji inwestycje w tytuły konsolowe bardziej się opłacają – mogą żądać wyższych cen i sprzedawać więcej egzemplarzy, gdyż gracze i tak są zmuszeni je kupić. Na nieszczęście dla nich okazało się, że są firmy, które nie boją się ryzyka i nowych rozwiązań. W rezultacie „duzi gracze” zostali kompletnie zaskoczeni eksplozją segmentu social games oraz agresywnego, „azjatyckiego” modelu Free-2-Play przynoszącego krociowe zyski w państwach o niewyobrażalnej dla przeciętnego Europejczyka skali piractwa. W tym samym czasie zabezpieczenia gier wkroczyły w erę DRM-ów i wymogu stałego podłączenia do Internetu, które to rozwiązania, pomimo narzekań graczy, powoli stają się standardem (czego dowodem są ostatnie wieści o Diablo 3) i zapewniają dużo większą skuteczność niż typowe zabezpieczenia na poziomie sprzętu. W ten sposób konsole nie tylko straciły tę zaletę, ale pozostały daleko w tyle za łatwiej dostosowującym się rynkiem PC – na przykład dopiero teraz twórcy gier konsolowych wprowadzają możliwość zarabiana na mikrotransakcjach.

Produkcja gry konsolowej to nadal wielkie pieniądze, ale i duże ryzyko - nawet wysoko oceniane tytuły, które zostały entuzjastycznie przyjęte przez graczy (np. Deus Ex: Human Revolution) sprzedają się na granicy opłacalności. Niedlugo okaże się, że znacznie bezpieczniej będzie ulokować te same środki w innych projektach.

Prestiż, sława i gadżety
Oczywiście gry konsolowe nadal trzymają się mocno, głównie za sprawą prestiżu oraz jakości. Przeciętne produkcje na konsole zawsze biły na głowę poziomem wykonania większość gier PC. W tej chwili różnica ta powoli się zaciera – z jednej strony większość tytułów AAA prędzej czy później pojawi się w wersji na komputery osobiste, z drugiej strony coraz więcej przeciętnej jakości gier publikowanych jest poprzez sieci XBLA i PSN. Przykład Battlefield 3 pokazuje również, że PC ma tej chwili po prostu niebagatelną przewagę technologiczną.

Za jakością szła również sława i popularność marek, a także dodatkowe zyski ze sprzedaży licencji na produkcję figurek, maskotek oraz innych gadżetów. Tytuły konsolowe są bardziej rozpoznawalne niż te na PC, a ich bohaterowie dużo łatwiej stają się ikonami popkultury. Rynek konsolowy dorobił się także większego grona celebrytów wśród twórców gier.

Jednak ta tendencja również powoli ulega zmianie – fenomen ostatnich miesięcy, Angry Birds, całkowicie przyćmiły wszystkie dotychczasowe osiągnięcia gier konsolowych z Zeldą na czele. Nie chodzi tutaj jedynie o sprzedaż, bagatela, 100 mln kopii, ale o popkulturowy blitzkrieg – otwierając lodówkę boję się, że znajdę tam gniewne ptaszyska i zielone świnie. Jestem pewien, że to dopiero początek i niedługo coraz więcej tytułów na smartfony lub tablety powtórzy ten sukces. Czas, kiedy to konsole nadawały ton i ustalały standardy, bezpowrotnie mija.

Twórcy się nudzą
Coraz częstsze spekulacje na temat nowej generacji to również efekt coraz większego zmęczenia obecną generacją konsol, szczególnie, jeśli chodzi o twórców i bardziej wymagających graczy. Obecnie jesteśmy na etapie określanym kolokwialnie jako „dojenie krów” – nowe tytuły praktycznie nie powstają, ponieważ rynek już dawno został podzielony pomiędzy najpopularniejsze gry. Twórcy oraz gracze, znużeni kolejnymi odsłonami tych samych brandów, z wytęsknieniem czekają na pojawienie się nowej generacji, która zmotywuje firmy do stworzenia świeżych tytułów. Niestety - ani jedni, ani drudzy nie mają jednak decydującego głosu na rynku gier, gdzie rządzą pieniądze, wydawcy i masowy odbiorca. Sprawy nie ułatwia fakt, że produkcja i promocja nowego konsolowego tytułu to poważna inwestycja i zarazem ogromne ryzyko – co widać chociażby po rozczarowującej sprzedaży supertytułów pokroju Bulletstorm. Nie zdziwiłbym się, gdyby cenieni, ale i znudzeni, konsolowi twórcy myśleli coraz cieplej o szansach jakie dają inne platformy i rynki – nowe i oryginalne tytuły przy znacznie mniejszym ryzyku finansowym.


Czy aby na pewno powstanie PS9?

Czas na rewolucję
Można powiedzieć, że skoro „śmierć komputerów PC” w branży gier zapowiadana była wiele razy, a jak na złość radzą sobie one coraz lepiej, wieszczenie zmierzchu konsol jest równie bezpodstawnym czarnowidztwem. Jednak podstawową różnicą jest to, że komputery osobiste jako takie nigdy nie straciły racji bytu; a gry niejednokrotnie były jedynie dodatkowym zastosowaniem sprzętu. Konsole wręcz przeciwnie – są wysoce wyspecjalizowanym i przez to bardzo kosztownym sprzętem do gier, konkurującym z innymi rozrywkami o miejsce i czas w salonie. Do tej pory konsole wygrywały tę walkę – pytanie, czy nadal będą dawać radę w starciu z „nowymi graczami”, którzy agresywnie wkraczają na ich terytorium?

Klasyczne konsole do gier w zasadzie nie ewoluowały od momentu ich powstania. Oczywiście, stawały się silniejsze i szybsze, ale sama filozofia i rynek pozostały niezmienne. Konkurując z komputerami PC, konsole przyciągały masowych odbiorców filmową jakością tytułów, wygodą uruchamiania gry, możliwością grania na dużym ekranie, przystępną rozgrywką i towarzyskim modelem zabawy. W chwili, gdy niespodziewanie pojawili się „nowi gracze”, a rynek gier przeżył niespodziewaną rewolucję, wiele z powyższych zalet przestało być domeną konsol. W nowej rzeczywistości rynek PC radzi sobie całkiem sprawnie, natomiast trudno dostosowujące się konsole tracą grunt pod nogami. Na dodatek, jeszcze do niedawna ryzykowny, acz najbardziej dochodowy, rynek gier konsolowych staje się coraz mniej atrakcyjny w porównaniu z nowymi modelami zarabiania: F2P (Free2Play), segmentem social games i coraz lepiej zabezpieczonymi grami na PC. To, że konsole przestały wzbudzać emocje świadczyć może brak szalonego entuzjazmu po ogłoszeniu Wii U oraz SONY PlayStation Vita.

Kolejna, ósma generacja konsol najprawdopodobniej powstanie, chociażby z powodu inercji dużych korporacji i już rozpoczętych prac konstrukcyjnych. Jeśli jednak firmy nie wyciągną lekcji z problemów Nintendo 3DS i nie zaproponują nowej jakości, to mogą, wzorem zbyt późno reformowanej Nokii, zaliczyć spektakularną klapę. Ponadto, pomimo wielu niepokojących przesłanek, nie ma pewności, że konsole całkowicie wymrą. Być może ósma generacja okaże się na tyle rewolucyjna i innowacyjna, że będziemy mieli do czynienia z pierwszą generacją nowej ery. Czego serdecznie sobie i wszystkim innym życzę.



Autorzy: Michał Madej i Anna Ficek-Madej
Trwa ładowanie komentarzy...